Metafizyczny thriller (no, tak nie do końca)

  • 0


Niesamowite jak okładka może wpłynąć na odbiór książki. Kiedy w moje ręce wpadł „Dimiter” spodziewałem się jakiegoś horroru, takiego w klimatach religijnych (czy wręcz satanicznych). No bo przecież to Blatty, autor „Egzorcysty”, którego co prawda jeszcze nie czytałem, ale jego ekranizacja wśród miłośników horroru (czyli nie wytykając palcami również wśród piszącego te słowa) ma status obrazu wręcz legendarnego. No i ta okładka, z której wręcz wyziera czyste szaleństwo, w które mógł popaść tylko bohater jakiejś pulpowej opowiastki grozy.

A jednak nie. „Dimiter” z horrorem raczej niewiele ma wspólnego, bo choć się na takowy zapowiada, a głównego bohatera można podejrzewać o jakieś piekielne proweniencje, to w finale książka okazuje się (uwaga!) historią szpiegowską z niespełnioną miłością w tle. Z tego co można znaleźć w sieci wynika, że Blatty lubi nazywać swoją powieść czymś w rodzaju „thrillera duchowego”, gdzie nad czynami bohaterów powiewa cień metafizyki i mistycyzmu. I widać, że nie idzie „cobenowskim” tropem, gdzie akcja pruje do przodu na łeb i szyję pozostawiając wiarygodność psychologiczną bohaterów daleko w tyle. Jego ambicje wykraczają ponad zwykłe umilenie czasu czytelnikowi. Nad mordobicie i strzelanie ważniejsza ma być zdolność człowieka do głębokiej duchowej przemiany i umiejętność przebaczenia. Literacko na pewno wykracza to poza standardową powieść sensacyjną. Bohaterowie nie są płascy jak deski, nie brak tu wyszukanych opisów i złożonych metafor. Ale na końcu jednak czułem niedosyt, bo to jednak „zwykła” historia sensacyjno-szpiegowska. Owa atmosfera mistycyzmu i sugerowany wątek nadprzyrodzony gdzieś się po drodze autorowi pogubiły, a szkoda bo stanowiły obietnicę atrakcyjnej lektury. Jednak chyba nie wyszło...
Blatty W.P., Dimiter, Wydawnictwo "Książnica" 2011.

Brak komentarzy :