Czeski horror

  • 5

Swoim ograniczonym umysłem postrzegałem Czechów jako kraj wesołków posługujących się najśmieszniejszym językiem świata. W reportażach Szczygła Czechom raczej nie jest do śmiechu, choć niektóre sytuacje w nich przedstawione są tak absurdalne, ze nie sposób utrzymać powagi w trakcie ich lektury.


Co ciekawe pierwsza historia przedstawiona w „Gottlandzie” nie zwiastuje tego przygnębiającego nastroju, który będzie wyzierał z kolejnych stronic. Ot, opowieść o bogatym ekscentryku z początku minionego wieku, który zrewolucjonizował przemysł obuwniczy. Napisana z humorem. Lekka, łatwa i przyjemna. Kiedy jednak zacząłem czytać o Czechosłowacji z czasów komuny dreszcz grozy przechodził przeze mnie niejednokrotnie. Spokojnie. Nie ma tu brutalnych relacji z działań czechosłowackiej bezpieki. Szczygieł to wirtuoz słowa. Nie potrzebuje tanich chwytów by zaciekawić lub zaszokować czytelników. To rzeczywistość w której przyszło żyć Czechom przyprawia o ciarki na plecach. Niby u nas było tak samo, ale jednak po lekturze Szczygła odniosłem wrażenie, że tam było chyba gorzej. Nie wiem. A może po prostu Szczygieł zagrał mi na emocjach, a że nie znam tak przejmującej książki o PRLu łatwiej mi się pochylić nad losem Czechosłowaków. Najbardziej przerażające jest to, że opisane tu są historie które przydarzyły się takim ówczesnym czeskim celebrytom. No bo skoro partia nie wahała się złamać życie ulubieńcom tłumów (olimpijczyk Emil Zatopek wylądował w kopalni uranu!), to jaki strach musieli czuć zwykli szarzy obywatele?
Książkę Szczygła trudno traktować jako dogłębne studium mentalności naszych południowych sąsiadów. Zresztą, autor w żadnym zdaniu nie rości sobie takiego prawa. Wiem jednak, że dzięki tym reportażom poznałem trochę innych Czechów: nie roześmianych amatorów kuflowego piwa, ale doświadczonych przez historię obywateli niewielkiego kraju, którzy znaleźli swój własny (jakże inny od polskiego) sposób na przetrwanie w czasach zniewolenia. Trzeba przeczytać!
Acha! Historia o imperium Batów niby jest zabawna, ale kiedy się nad tym zastanowić to wizja sukcesu czeskiego przedsiębiorcy niebezpiecznie trąci Orwellem. I znów ciarki przechodzą po plecach. Brrr...

Szczygieł S., Gottland, Wydawnictwo Czarne 2010.

5 komentarzy :

biedronka pisze...

Wydawnictwo czarne dziękujemy, że jesteś !

Kass pisze...

Bardzo ciekawa recenzja, książki jeszcze nie czytałam, ale dodaje już do listy książek do przeczytania. Zapowiada się wspaniała lektura!
Pozdrawiam,
Kass

http://pisanyinaczej.blogspot.com/ pisze...

Mam tę książkę na uwadze :-)

naia pisze...

Oj tak, jak dla mnie wszystkie teksty z tego zbioru są przygnębiające, ten o Bacie też - zaczyna się lekko, ale z czasem, mam wrażenie, Bata nabrał cech dyktatora który chciał stworzyć sobie własny świat według własnych zasad - orwellowski Wielki Brat? Mnie "Gottland" do Czechów mimo wszystko trochę zbliżył - dotarło do mnie, że w końcu mieli podobne doświadczenia, a wszyscy jesteśmy ludźmi i podobnie niektóre zjawiska postrzegamy (choć nieraz różnie wyglądają nasze starania, by sobie z nimi radzić). Pozdrawiam!

Molka pisze...

Właśnie skończyłam książkę, wzięłam następną - a za nią w kolejce jest właśnie ta. Bardzo jestem ciekawa, czy moje odczucia będą podobne do Twoich.
dam znać,
pozdrawiam,
Molka