
Główny bohater, Rem Sosnkowski, to twardy gość wciąż wierzący w przedwojenny etos Polaka-patrioty. Z tym swoim nożem za pazuchą i honorem na ustach, staje się jakby postacią wyciętą z komiksu o naładowanych testosteronem pulpowych herosach, uroczo przerysowanym bohaterem, którego nie mogłem nie polubić. W przeciwieństwie do fabuły, która jednak minęła się z moimi oczekiwaniami. Uważam, że nie wyszło na dobre historii zmarginalizowanie głównego wątku (nazwijmy go kryminalno-horrorowym), na rzecz próby scharakteryzowania polskiej mentalności i pokazania jakiejś prawdy o tamtych czasach. Dla mnie wyglądało to tak jakby autor przestraszył się, że napisze co najwyżej „zwykły” kryminał albo horror, więc zapobiegawczo wzbogacił go o ważkie i trudne tematy (tu obowiązkowo antysemityzm), które podlał gęstym sosem popkulturowych nawiązań. Na ogół z otwartymi rękami przyjmuję taki misz-masz, ale tutaj według mnie wyszło troszkę łopatologicznie, schematycznie i obrzydliwie pompatycznie. Jeśli był to celowy zabieg autora, to moim zdaniem przeholował. A szkoda, bo kroiła się zarąbista książka…