niedzielne podsumowanko 3/2015

  • 0

... a w nim o polskich Grekach i amerykańskich kosmicznych żołnierzach, czyli o dwóch książkach ze zdecydowanie przeciwległych biegunów gatunkowych, których bohaterowie spoglądają śmierci w oczy i różnorako z tego spotkania wychodzą.

niedzielne podsumowanko 2/2015

  • 0


... a w nim o kilka zdań o książce widocznej powyżej, której polski tytuł choć zupełnie inny od oryginalnego o dziwo oddaje sens powieści.


niedzielne podsumowanko #1/2015

  • 3



Dochodząc do wniosku, że marnie wychodzą mi jakieś dłuższe notki postanowiłem zmienić formułę bloga. Kolejne wpisy będą miały postać tygodniowych podsumowań czytelniczych, w których krótko i zwięźle będę pisał co mi się mniej lub bardziej podobało w danej książce.


A ten tydzień zakończyłem z dwoma tytułami na koncie: jedna to pokręcona i w sumie wciągająca historia stylizowaną na XIX-wieczną powieść, druga to kocie fantasy znacznie mniej wciągające niż poprzedniczka.


7 książek, który uwiodły mnie w zeszłym roku :-)

  • 17
Witam po przerwie. Długiej przerwie. Blog zarósł pokaźną pajęczyną i każdy normalny by sobie już podarował jakąkolwiek pisaninę na nim, ale jakoś cały czas mnie ciągnie w to przykurzone miejsce. Ciekaw jestem czy oprócz mnie ciągnie kogokolwiek innego, ale jeśli ktoś tu jeszcze zagląda to składam najszczersze wyrazy wdzięczności. No i szacun za cierpliwość. Chodzi mi po głowie jakaś koncepcja zmiany formuły bloga, co by zwiększyła się moja na nim aktywność, ale powoli.

Na razie postanowiłem popełnić wpis wspominkowy, na temat najlepszych przeczytanych w zeszłym roku książek. Takie małe podsumowanko, bo bardzo lubię ideę rocznych podsumowań statystycznych. Naprawdę dużo ich się naczytałem na innych blogach i stwierdziłem, że tez takie podsumowanko chcę u siebie. Zanim więc wrócę do regularnego blogowania (jak to mówią do trzech razy sztuka :-) przedstawiam kilka książek, które jak zaznaczyłem w chwytliwym tytule wpisu, uwiodły w zeszłym roku moją skromną osobę.

 Gotowi? No to zapraszam!


Mario Vargas Llosa "Lituma w Andach"

  • 0



Moje drugie spotkanie z LLosą przypomniało mi, że jednak powinienem nadgonić braki w znajomości jego dorobku literackiego. „Lituma w Andach” to dla mnie  wzorcowy przykład na istnienie w przyrodzie czegoś takiego jak talent literacki. Na pierwszy rzut oka ta książka nie jest jakoś fabularnie odkrywcza. Ot, historia dwóch policjantów, z których jeden stara się rozwiązać zagadkę znikania mieszkańców pewnej górskiej osady Nacos, a drugi wzdycha do swej wydaje się, że na zawsze utraconej ukochanej. Taki niby kryminał osadzony w dusznej atmosferze robotniczej mieściny na wzgórzach Andów z obowiązkowym wątkiem miłosnym w tle. Naprawdę nic odkrywczego. Żadnych fajerwerków i nagłych zwrotów akcji. Żadnych sztuczek podtrzymujących napięcie. Pewnie ze 3/4 rodzimych autorów kryminałów utkałoby lepszą intrygę, obierając ten sam punkt wyjściowy co Llosa. Nie wierzę jednak, że czytałbym coś takiego z większym zachwytem niż „Litumę w Andach”. Dlaczego? Bo tutaj do gry wszedł jeszcze wspomniany talent do tworzenia słowa pisanego, który sprawił, że nie mogłem się oderwać od lektury. Teraz, kiedy po kilku tygodniach wspominam powieść Peruwiańczyka za żadne skarby nie mogę sobie przypomnieć  jaki był finał śledztwa kaprala Litumy, ale sugestywne sceny partyzanckich mordów, oniryczna atmosfera z historii Dionizosa, czy też komiczne wstawki Litumy do opowieści Tomasita każą mi zakrzyknąć: czapki z głów Panowie i Panie, bo Llosa to stylista jakich mało!