Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Michael Crummey. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Michael Crummey. Pokaż wszystkie posty

7 książek, który uwiodły mnie w zeszłym roku :-)

  • 17
Witam po przerwie. Długiej przerwie. Blog zarósł pokaźną pajęczyną i każdy normalny by sobie już podarował jakąkolwiek pisaninę na nim, ale jakoś cały czas mnie ciągnie w to przykurzone miejsce. Ciekaw jestem czy oprócz mnie ciągnie kogokolwiek innego, ale jeśli ktoś tu jeszcze zagląda to składam najszczersze wyrazy wdzięczności. No i szacun za cierpliwość. Chodzi mi po głowie jakaś koncepcja zmiany formuły bloga, co by zwiększyła się moja na nim aktywność, ale powoli.

Na razie postanowiłem popełnić wpis wspominkowy, na temat najlepszych przeczytanych w zeszłym roku książek. Takie małe podsumowanko, bo bardzo lubię ideę rocznych podsumowań statystycznych. Naprawdę dużo ich się naczytałem na innych blogach i stwierdziłem, że tez takie podsumowanko chcę u siebie. Zanim więc wrócę do regularnego blogowania (jak to mówią do trzech razy sztuka :-) przedstawiam kilka książek, które jak zaznaczyłem w chwytliwym tytule wpisu, uwiodły w zeszłym roku moją skromną osobę.

 Gotowi? No to zapraszam!


Michael Crummey "Dostatek"

  • 1

Kolejna zarąbista książka na moim koncie. Taki realizm magiczny w nowofundlandzkich klimatach.

Jak to mawia moja sąsiadka: „Oj Panie, ale tu się dzieje”. Crummey akcję swej książki rozciąga na 200 lat i wprowadza multum wątków i postaci, bawiąc się przy tym chronologią wydarzeń. Nie jest tak skomplikowanie jak u Marqueza (gdzie trzeba było ślęczeć ze spisem wszystkich Buendiów, co by się człowiek nie pogubił w całej familii), ale dołączone drzewko genealogiczne to naprawdę przydatna rzecz. Oczywiście zapomnijmy o prawach fizyki, w końcu łatka „realizm magiczny” zobowiązuje. No i podobnie jak u Marqueza mamy silne postacie kobiece, które choć zbierają cięgi od życia (i mężczyzn), to jednak koniec końców okazują się filarami swoich rodzin. Zresztą sam Crummey nie kryje swych inspiracji kolumbijskim noblistą, otwierając „Dostatek” cytatem z Mistrza, ale w końcu jak się wzorować to na najlepszych. A „Dostatek” pokazuje, że Crummey to pojętny uczeń. No może z wyjątkiem ostatnich 100 stron, kiedy akcja niemiłosiernie przyspiesza, tak jakby Kanadyjczyk wystraszył się, że z „Dostatku” wyjdzie zbyt opasła księga. Tym samym pod koniec traci trochę ze swojego pierwotnego klimatu, a szkoda bo ja mógłbym się smakować w dziejach rodzin Devinów i Sellersów nawet i przez 1000 stron. Niemniej jednak polecam.