Pokazywanie postów oznaczonych etykietą śmigli dygli. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą śmigli dygli. Pokaż wszystkie posty

#65

  • 1


Jak widać na powyższym obrazku pofatygowałem się na targi książek w stolicy. Podrzucam więc kilka fotek w celu odświeżenia bloga, choć nius jest już lekko przebrzmiały bo targi to były kiedy? Dwa tygodnie temu? Ale impreza była w sumie fajna. Masę książek, autorzy na żywo i wstęp miałem za friko bo jestem blogerem. Chyba kosztem bibliotekarzy, bo wydaje mi się że kiedyś to oni mieli za darmo, a teraz mają tak dobrze tylko wtedy gdy odbywają się imprezy branżowe, a więc chyba czwartek i piątek. Pytanie tylko który bibliotekarz dostanie wtedy wolne z pracy. Absurdalna sytuacja. Moja żona, bibliotekarka z krwi i kości  z powołania, musiała zabulić za wejściówkę a  tymczasem ja - niedzielny bloger - mogłem paradować dumnie z plakietką "media" na klacie. Okej, nigdzie nie jest napisane że bibliotekarze muszą mieć wstęp za darmo, ale z jakiego powodu tak nobilituje się blogerów? Jak dla mnie to kolejny smutny przykład na deprecjonowanie bibliotekarskiej profesji. Takie czasy.

Ale, ale... nie narzekajmy bo jak wspomniałem było fajnie. Nawet bardzo.

7 książek, który uwiodły mnie w zeszłym roku :-)

  • 17
Witam po przerwie. Długiej przerwie. Blog zarósł pokaźną pajęczyną i każdy normalny by sobie już podarował jakąkolwiek pisaninę na nim, ale jakoś cały czas mnie ciągnie w to przykurzone miejsce. Ciekaw jestem czy oprócz mnie ciągnie kogokolwiek innego, ale jeśli ktoś tu jeszcze zagląda to składam najszczersze wyrazy wdzięczności. No i szacun za cierpliwość. Chodzi mi po głowie jakaś koncepcja zmiany formuły bloga, co by zwiększyła się moja na nim aktywność, ale powoli.

Na razie postanowiłem popełnić wpis wspominkowy, na temat najlepszych przeczytanych w zeszłym roku książek. Takie małe podsumowanko, bo bardzo lubię ideę rocznych podsumowań statystycznych. Naprawdę dużo ich się naczytałem na innych blogach i stwierdziłem, że tez takie podsumowanko chcę u siebie. Zanim więc wrócę do regularnego blogowania (jak to mówią do trzech razy sztuka :-) przedstawiam kilka książek, które jak zaznaczyłem w chwytliwym tytule wpisu, uwiodły w zeszłym roku moją skromną osobę.

 Gotowi? No to zapraszam!


Wszystkiego naj na Święta!

  • 0
Jak w tytule, wszystkie naj. Zwłaszcza najlepszych książek :-)


Wesołych !!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!

  • 7
Wszystkiego naj na święta
tym bardziej i tym mniej wiernym czytelnikom
tegoż bloga.
Kupy książek pod choinkę
i jeszcze więcej czasu do ich przeczytania.
Howgh!

W Nowym Roku słów kilka...

  • 3
Kolejny rok za nami i gdzieś tak ponad rok blogowania za mną. Przyznaję się, że dolega mi szajba na punkcie ujmowania mojego „bibliożerstwa" we wszelkie możliwe statystyki, ale kiedy przychodzi co do czego (czytaj: czas zrobić małe podsumowanko na koniec roku), odzywa się we mnie jakieś moje nieodgadnione wewnętrzne ja (czytaj: lenistwo), które każe mi wrzucić na luz i oszczędzić wszystkim tego liczbowego bełkotu. Zresztą wynik piętnastu wpisów, to trochę żenujący wstęp do całorocznej statystyki. A przecież trochę tych książek udało mi się przeczytać w tym roku, tylko z tym pisaniem o nich tak nie do końca wyszło. Bloga jednak zamykać nie zamierzam, bo zbyt dużą frajdę sprawia mi pisanie tutaj. Nawet jeżeli piszę tak rzadko. A ponieważ googlowe statystyki pokazują, że ktoś jednak te moje wypociny czyta (czyli WY :-) mam zamiar skrobnąć coś nieco również w tym roku.

Gdybym jednak miał zrobić szybki remanent i wskazać co najbardziej utkwiło mi w głowie z minionego roku, wymieniłbym kilka tytułów. Nie wszystkie otrzymały na „Lubimy czytać” ode mnie maksymalną ocenę (w sumie to chyba nic tak nie oceniłem), ale bez wątpienia były to książki które jakoś mnie ruszyły, sprawiły trochę frajdy, a niektóre dały nawet do myślenia.

„Ameryka nie istnieje” Wojciecha Orlińskiego
Orlińskiego czytać lubię, bo jako jeden z nielicznych na łamach codziennej prasy nie pisze bzdur na temat komiksów. Facet zna się na rzeczy, a na dodatek ma lekkie pióro. Tutaj pokazuje jak bardzo popkulturowe mity zafałszowują nam obraz Stanów Zjednoczonych. Niby nic odkrywczego, ale czyta się świetnie.

„Gottland” Mariusza Szczygła
Ten zbiór reportaży rzucił mną o ścianę. Oto gość, który w „Na każdy temat” budował podwaliny pod tabloidową telewizję, postanowił napisać książkę o Czechosłowacji i nieoczekiwanie zrewidował moje pojęcie o Czechach jako narodzie beztroskich wesołków i piwoszy.

„Wysoki. Śmierć Camerona Doomadgee” Chloe Cooper
A tutaj z kolei zburzony został mój obraz Australii jako raju na ziemi. Jedna głupia śmierć na posterunku policji staje się dla autorki okazją do ukazania dramatu Aborygenów. Mocna rzecz, która przypomina, że w XXI wieku wciąż niestety dzieli się ludzi na równych i równiejszych.

„Instytut” Jakuba Żulczyka
Gdyby nie rodzime realia nie uwierzyłbym, że napisał to Polak. Fabularnie jest tu trochę zapożyczeń z innych horrorów, ale warsztatowo Żulczyk nie ustępuje ani trochę kolegom z zachodu. Super czytadło, które trzyma w napięciu do samego końca.

„Nieposłuszeństwo” Naomi Alderman
Fajna historia o tym jak spokojne życie ortodoksyjnych Żydów zostaje przewrócone do góry nogami, gdy do ich społeczności powraca buntownicza córka rabina.

„Palimpsest” Catherynne M. Valente
Dziwaczna książka, która jednak urzeka plastycznością języka i bogactwem wyobraźni. Przyznaję, że trochę mnie przerosła, ale wciąż gdzieś mi tkwi w głowie. Chciałbym ją jeszcze raz przeczytać.

„Śmierć pięknych saren” Oty Pavla
Nie jest to żadne arcydzieło, ale te opowiadania mają w sobie tyle uroku, że na pewno będę do nich niejednokrotnie wracał.




Nie obyło się bez czytelniczych rozczarowań, ale niech wspomnienie o nich sczeźnie w zakamarkach mej pamięci (co akurat trudne nie jest bo bez wątpienia cierpię na czytelniczą sklerozę).

Mam kilka postanowień noworocznych, ale najważniejsze z nich dotyczy zwiększenia aktywności na powyższym blogu. Ponieważ już na samym początku roku zaliczam niezłą obsuwę, po raz kolejny utwierdzam się w przekonaniu, że życzenia noworoczne w moim przypadku można sobie wsadzić w... gdzieś.

Wszystkiego najlepszego w Nowym Roku Wam życzę :-)

Wesołych Świąt

  • 5

Hohoho! Wesołych Świąt i tony książek pod choinkę... i jeszcze więcej czasu na ich przeczytanie :-)


Tradycyjnie zapraszam też na mojego drugiego bloga, gdzie więcej takich i podobnych rysunków :-)

#12 Niewiarygodne ilustracje Bohdana Butenki

  • 4

Jako domorosły rysownik szczególną atencją darzę książki po brzegi wypełnione ilustracjami. Zazdrość mnie bierze, kiedy widzę jak pomysłowo potrafią zilustrować dowolną historię mistrzowie tego fachu. W ostatnim „Dużym Formacie” przeprowadzono wywiad z naszym rodzimym mistrzem Bohdanem Butenko, co i mnie skłoniło do napisania krótkiej okolicznościowej notki tym bardziej, że twórca Gapiszona, Gucia i Cezara obchodził nie tak dawno temu swoje 80 urodziny.


Tak w ogóle to niniejszy tekst chciałem rozpocząć tezą, że twórczość Butenki przeżywa swoisty renesans. Po liczbie tytułów zilustrowanych jego ręką jakie rzuciły mi się ostatnio w oczy do takiego wniosku właśnie doszedłem. Szybka internetowa kwerenda uświadomiła mnie jednak, że Butenko ilustruje niemal bez przerwy. Na palcach jednej ręki można policzyć roczniki w czasie których nie ukazała się choć jedna nowa książka, której szata graficzna nie byłaby sygnowana nazwiskiem ilustratora. A karierę zaczął już w roku 1955!!! Pracował nad tak kultowymi tytułami jak „Niewiarygodne przygody Marka Piegusa” Niziurskiego, czy „Wakacje z Duchami” Bahdaja. Swoją kreską ożywiał wiersze takich tuzów poezji dziecięcej jak Chotomska, Brzechwa czy Tuwim. Jak dowiedziałem się z wywiadu maczał palce również w animacji, a tworzony przez niego serial „Gucio i Cezar” animowany był na żywo! W czasie kiedy za wielką wodą studio Walta Disneya wyznaczało standardy nowoczesnej animacji, Butenko zmuszony był robić wszystko metodą chałupniczą. PRL nie rozpieszczało również animatorów.


Kiedy spojrzeć na kreskę Butenki, wpierw może śmieszyć jej prostota. Pamiętam, że ja sam będąc w dzieciństwie zachłyśnięty amerykańską ilustracją komiksową , spoglądałem na jego rysunki z pewnym zażenowaniem. Dzisiaj nie mogę wyjść z podziwu jak nowatorskie było jego podejście do ilustracji, jak umiejętnie wkomponowywał rysunki w opowiadaną historię, jak nie bał się eksperymentować z formą.

Ostatnio nawet zauroczony jego ilustracjami zakupiłem „35 maja” Ericha Kastnera, choć przecież na swojej półce posiadam już jedno wydanie tej zabawnej powieści dla dzieci. Przyznaję jednak, że po tym jak zobaczyłem, co Butenko wyczynia z historią niemieckiego autora nie mogłem się oprzeć: ilustracje rozciągające się na dwie strony, wykorzystanie kolażu, fantazyjne czcionki, zabawa z tekstem. Po prostu cudo.


W ogóle przeszła mi przez głowę taka myśl, że fajnie byłoby skompletować cały dorobek mistrza, ale biorąc pod uwagę jak bogata jest jego bibliografia mój portfel mógłby tego nie wytrzymać. A Butenko mimo podeszłego już wieku wciąż tworzy. Szacunek panie Butenko. Szacunek.
P.S. Ale Marka Piegusa muszę mieć... :-)

#8 Łoł! To już Nowy Rok!

  • 7
Ajajaj. Trochę się opuściłem w prowadzeniu bloga. Jeszcze się nawet porządnie nie rozkręciłem (ledwie siedem postów!) a tu już taki poślizg. Wstyd. Tym bardziej, ze to mój pierwszy blogowy początek roku i warto byłoby go rozpocząć z hukiem. Niestety, dopadła mnie jakaś dziwna niemoc twórcza (w niektórych kręgach zwana lenistwem), z której mam nadzieję się w końcu wyleczyć.
Ponieważ ruszyłem z blogiem całkiem niedawno, robienie jakichkolwiek podsumowań czytelniczych mija się z celem. Nie tylko dlatego, że zamieściłem raptem z pięć recenzji. Po prostu w wyniku niedawnej awarii dysku twardego straciłem również listę przeczytanych w minionym roku książek, a pamięć jednak już nie ta co kiedyś. Jest to tym samym koronny dowód na to jak nonszalancko podchodzę do czytania. Obawiam się, że ostatnio nie traktuję je jako przyjemnego hobby, którym powinienem się delektować, ale jak dokuczliwy nałóg w którym chodzi nie o jakość tylko ilość przeczytanych pozycji. Efektem jest stos przeczytanych książek z których nic nie pamiętam. W tym roku mam zamiar więc się opamiętać. Nadal moim marzeniem jest czytać jak najwięcej, ale chciałbym raczej na koniec czuć satysfakcję z przyjemnej lektury, a nie z ilości przeczytanych woluminów.
Ponadto razem z moją Iloną postanowiliśmy ograniczyć nasze książkowe zakupy w merlinie i empiku na rzecz mniejszych księgarń. W dobie kryzysu wielkie sieci odbiją sobie sprzedaż na niedzielnych czytelnikach i produktach nie mających z książką nic wspólnego. Biorąc pod uwagę, że i tak nie wytrzymam miesiąca bez kupna nowej książki, lepiej żebym wydał swoje skromne zasoby w miejscu gdzie jestem traktowany jak czytelnik, a nie kolejny klient w kolejce.
Może dzięki temu baczniej będę zwracał uwagę na tytuły które kupuję. Książek mi przybywa, a miejsca na nie wprost przeciwnie. Skoro nie przewiduję żadnych rozstań z moją biblioteczką, fajnie gdyby znajdowały się w niej lektury do których z chęcią bym wracał w przyszłości, a nie jednorazowe czytadła.
***
No tak. Tym przydługim wpisem wymigałem się od napisania jakiejś recenzji. Proszę więc o cierpliwość. Tak wyszło, ze jestem w trakcie czytania trzech książek. Przede wszystkim dawkuję sobie fenomenalne eseje Wojciecha Orlińskiego o Stanach Zjednoczonych. Delektuję się również soczystą prozą historyczną autorstwa Hilary Mantel. Niestety, wcześniej jednak chyba skończę "Talizman" duetu King/Straub. To lektura rozpoczęta jeszcze w minionym roku i meczę się przy niej niemiłosiernie. Obawiam się,że będzie to żelazny kandydat do tytułu gniota roku, a przynajmniej do jednego z największych rozczarowań. W świetle moich postanowień trochę niefortunnie wkroczyłem w ten nowy rok czytelniczy, ale jakoś nie potrafię tak łatwo odstawić rozpoczętej już książki. Zwłaszcza jak jest moją własnością.
***
Jeszcze tylko króciutko na koniec. Co prawda życzenia noworoczne w okolicach 20 stycznia zakrawają na żart, ale są zupełnie szczere. Po prostu życzę wszystkim książkożercom, żeby ten Nowy Rok upłynął pod znakiem jednej wielkiej literackiej uczty.
***
Acha. Podsumowanie będzie w następnym roku, gdy będzie co podsumowywać. No chyba, że okaże się, że Majowie mieli rację :-) Pozdrawiam!

#1 Tak na początek

  • 7
Lubię przeglądać blogi. Takie książkowe, w których zapaleńcy znajdują w sobie odwagę by podzielić się wrażeniami z przeczytanych lektur. I tak sobie myślę: fajnie byłoby mieć własnego bloga książkowego. I proszę: oto jest. Rodził się w bólach, ale może dzięki temu się utrzyma. Bo ja się szybko zniechęcam.



A po co mi w ogóle ten blog? No bo sobie tak myślę: skoro już tak hurtowo pożeram te książki (patrz: nazwa bloga) i to wszystko mi się tak rozmywa po przeczytaniu, to może konieczność prowadzenia w miarę regularnych wpisów zmusi mnie do intensywniejszego skupienia się na lekturze. Pożyjemy, zobaczymy. Na razie zapraszam do czytania i komentowania.