Przez chwilę myślałem, żeby dać tytuł w rodzaju „Zygzak McQueen (i te
pozostałe samochody z Aut)”. Serio, bowiem duch pixarowskiej produkcji wydaje
się gdzieś tam unosić podczas lektury „Drogi 66”: czy to w postaci odwiedzanych
przez autorkę miejsc, czy też spotykanych przez nią mieszkańców, których losy
lub cechy charakterystyczne można odnaleźć w bohaterach tej fajnej kreskówki.
Bo tytułowa droga to nie tylko kilometry ciągnącego się niemal przez całe Stany
Zjednoczone asfaltu, lecz przede wszystkim zamieszkujący (i odwiedzający) ją
ludzie, a wraz z nimi kawał amerykańskiej historii. Książka zaś to reportaż z
gatunku tych przyjemnych. Nie będzie się śnił po nocach drażniąc mózgownicę, albo
wtykając palec w oko przypominając o ciemnej stronie natury człowieka. O nie,
ta książka wręcz ocieka lukrowanym optymizmem, oślepia blaskiem mitycznego american
dream. Nic tylko siupnąć na fotelu i pomknąć z autorką legendarną szosą
Ameryki, co dla takich nieuleczalnych amerykanofilów jak piszący te słowa, w
zupełności wystarczy.
Pingwin. Wszystko co złe. Tom 2
13 godzin temu