Rzeka tragedii, czyli "Rzeka tajemnic" Dennisa Lehana

  • 4


Naprawdę fajny thriller, który warto przeczytać przed obejrzeniem ekranizacji Eastwooda, żeby dać się zaskoczyć nieśmiertelnemu pytaniu „kto zabił”. Jeśli jednak film się widziało to też warto przeczytać, bo zabójstwo jest tu tylko spoiwem, które po latach ponownie połączy trzech kumpli z dzieciństwa. W czasie śledztwa okaże się bowiem, że incydent z przeszłości stanowi zbyt ogromny ciężar dla całej trójki, by mógł zostać tak po prostu zapomniany. Dawne żale i pretensje skumulują się po latach by nieoczekiwanie dać początek nowej tragedii i chociaż morderca zostanie złapany, to nie poczujemy żadnej ulgi, bo nikt nie jest tu krystalicznie czysty. To nie książka dla amatorów szybkiej akcji, bo nie o pościgi i strzelaniny tu chodzi, lecz o to, co siedzi w głowach bohaterów.

Lehane D., Rzeka tajemnic, Prószyński i S-ka 2008.

Groza arktycznej pustki, czyli "Terror" Dana Simmonsa, czyli pierwszy kandydat na książkę roku

  • 2



 
Przyznaję, że gdyby nie wątek, nazwijmy go z grubsza ”fantastyczny”, w życiu bym nie sięgnął po „Terror” Dana Simmonsa. Historie ekspedycji podbiegunowych jakoś tak mnie nie kręcą, ale kiedy taka wyprawa jest nękana przez wyłaniającego się z arktycznej pustki potwora rodem z horrorów klasy B, to już jest rzecz która cieszy moje oko. Moje przypuszczenia szybko zostało jednak zweryfikowane, bo nie potwór jest tu ostatecznie najważniejszy, lecz uwięzieni w lodowatej pułapce marynarze, którzy z nadzieją na przeżycie przygody życia, tak naprawdę trafiają do piekła, jakie serwuje im bezlitosna natura, a z czasem również oni sami sobie. Potworem nie jest tu bowiem żadna człekokształtna istota, lecz sam człowiek, który postawiony pod ścianą nie zważa na żadne hamulce moralne w walce o przeżycie. Żadne to odkrywcze stwierdzenie, ale barwny styl Simmonsa nie pozwala oderwać się od lektury. Szybko okazuje się, że to nie dziesiątkująca załogę istota stanowi o atrakcyjności powieści, lecz wiarygodne przedstawienie międzyludzkich zachowań w sytuacji zagrożenia i braku nadziei na przeżycie. Cała „horrorowo-fantastyczna” otoczka jest tylko wisienką na torcie w tej pasjonującej opowieści o ludzkiej naturze. Zdecydowanie jedna z najlepszych literackich uczt jakich mi było dane dostąpić. Niestety u nas „Terror” jest chyba książką niedocenioną, sądząc po zalegających egzemplarzach w tanich księgarniach i niskich cenach na allegro. A szkoda…
 
Acha. Szybki internetowy research uświadomił mi, że wyprawy podbiegunowe to kawał fajnych i ciekawych historii, a na ich temat powstała naprawdę pokaźna bibliografia. Już ostrzę sobie zęby na jedną taką pozycję o patetycznym tytule „Na krańcu świata. Najsłynniejsza wyprawa na biegun południowy”. W oryginale brzmi on bardziej urokliwie i zachęcająco, a mianowicie: „The Worst Journey In the World”.

Simmons D., Terror, Przedsiębiorstwo Wydawnicze „Rzeczpospolita” S.A. 2008.

Wielkie nadzieje

  • 4
Co za historia! Niby oklepany motyw o wyższości przyjaźni nad dobrami materialnymi, ale jak to się czyta! Nie wiem na ile przysłużyło się temu bardzo dobre tłumaczenie, ale „Wielkie nadzieje” to przykład klasyki która nie tylko nie trąci myszką z co drugiej strony, ale na dodatek wciąga do samego końca. Ale to co jest siłą tej powieści to jej barwni bohaterowie. Postacie z tej książki to tak jakby przekrój wszystkich możliwych ludzkich charakterów. Pewnie to truizm, ale tu naprawdę widać że to nie tylko papierowi bohaterowie, ale pełne życia postaci. Dla mnie numerem jeden był poczciwy Joe Gargery, szwagier głównego bohatera czyli Pipa. Już za ich wspólne dysputy o życiu, dałbym tej książce maksymalną liczbę gwiazdek (gdybym oczywiście jakiekolwiek gwiazdki nadawał :-), bo trzeba naprawdę być wirtuozem pióra by tak przejmująco pokazać przyjaźń dwóch osób. Bez wątpienia wzruszała mnie ta powieść, ale i wkurzała gdy Pip wspinając się po kolejnych szczeblach drabiny społecznej stawał się coraz większym bufonem. Założę się, że tą przemianą Dickens chciał skrytykować ówczesne społeczeństwo angielskie z tą swoją schizą na punkcie różnic klasowych. A komu mało to jeszcze całość dopełnia wątek sensacyjny na spółkę z miłosnym i momentami bywa naprawdę mrocznie.

Może tylko troszeczkę nie podobało mi się zakończenie, zwłaszcza po tym jak dowiedziałem się, że pierwsza wersja nie była tak optymistyczna. Ale to tylko troszeczkę, bo „Wielkie nadzieje” to bardzo smakowita uczta.

Dickens Ch., Wielkie nadzieje, Prószyński i S-ka 2009.

pzeczytałem w lutym / przeczytam w marcu

  • 7
Pomyślałem, że pisząc comiesięczne notki podsumowujące i przedstawiając plany czytelnicze na przyszłość upiekę dwie pieczenie na jednym ogniu. Z jednej strony zaspokoję moje zboczenie na punkcie statystyk i podsumowań, a z drugiej może uda mi się zapanować nad rosnącym stosem nieprzeczytanych książek na półkach. Rzecz podobną podpatrzyłem na innych blogach, np. u Młodej Pisarki czy Shadow’a i jestem ciekaw jak ta świecka tradycja przyjmie się u mnie :-)


Lutowe lektury:
  • Dan Simmons, Terror
  • Wojciech Mann, Krzysztof Materna:  Podróże małe i duże, czyli jak zostaliśmy światowcami
  • Dennis Lehane: Rzeka tajemnic
  • Chuck Palahniuk: Potępieni

W lutym udało mi się przeczytać cztery książki i bezdyskusyjnie najlepszą z nich był opasły „Terror”, niesamowita powieść o wyprawie na biegun północny, doprawiona szczyptą fantastyki. Już teraz mocny kandydat na książkę roku. Fajna była też „Rzeka tajemnic”. Według mnie Lehane lepszy jest właśnie w one-shotach niż w swoim sztandarowym cyklu o Kinzie i Gennaro. Zawiodłem się na duecie Mann/Materna. Niby fajnie się czytało, ale jednak była to książka taka nijaka. Nawet nie wiem czy będzie mi się chciało o niej coś więcej pisać. Miesiąc zaś zakończyłem „Potępionymi” i też nie byłem do końca zadowolony. Jeszcze muszę się zastanowić co mi w niej nie pasowało…





Jeśli zaś chodzi o moje plany czytelnicze na marzec to prawdopodobnie będzie to mieszanka czeskiego absurdu, baśniowości i dziewiętnastowiecznej klasyki podlana solidną dawką teorii spiskowych.

Ale po kolei:

1. Bohumil Hrabal: Obsługiwałem angielskiego króla
Już zacząłem czytać i muszę powiedzieć, że jest inaczej niż się spodziewałem. Po kilkudziesięciu stronach jakoś nie mogę jeszcze wbić się w ten gawędziarski ton opowieści, ale mimo wszystko wciąga.

2. Catherynne M. Valente: Opowieści sieroty
Dwa baśniowe tomy, które już dość długo czekają na półce na swoją kolej. Choć „Palimpsest” doceniam to jednak mam cichą nadzieję, że „Opowieści sieroty” będą lepsze.

3.Umberto Eco: Cmentarz w Pradze
Wszędzie głośno o tym Eco, a ja znam tylko „Imię róży” :-)

4. Charles Dickens: Oliver Twist
W „Wielkich nadziejach” (o których coś na dniach powinno się na blogu pojawić) po prostu się zakochałem. Czas na kolejną opowieść rodem z dziewiętnastowiecznego Londynu.

Optymistycznie zakładam sobie jedną książkę na tydzień. Jak mi się uda to będę zadowolony. Jeśli będzie coś ponadto to radość moja nie będzie znała granic. Tak więc do czytania… I pisania też :-)

Andersen to nie jest, czyli "Lodowy ogień" Kaia Meyera

  • 4

„Lodowy ogień” zakupiłem pod wpływem impulsu i nieoczekiwanie stał się moją pierwszą lekturą w tym roku. Zdecydowanie nie jest to najlepsza pozycja na otwarcie nowego „sezonu czytelniczego”, choć wydawało się, że ma ku temu predyspozycje. Spodobał mi się bowiem pomysł, aby bohaterką uczynić Królową Śniegu, która w mroźnym Sankt Petersburgu usiłuje odzyskać swe skradzione serce. Na dodatek wszystko dzieje się u schyłku XIX wieku i już daje się zauważyć rewolucyjne nastroje w rosyjskim narodzie. Brzmi ciekawie i ogólnie rzecz biorąc trochę się napaliłem na fajną rozrywkę dla dzieci, ale po lekturze zmuszony jestem stwierdzić że to jednak strasznie cienkie było. Ciekawe pomysły rozpłynęły się autorowi w odmętach nudnawej fabuły. Pamiętam, że zarzucałem Zafonowi denerwującą manierę nadużywania metafor. Po przeczytaniu „Lodowego ognia” stwierdzam jednak, ze wolę rozbuchany i przekombinowany styl autora „Cienia wiatru”, niż drętwą prozę Meyera. Obawiam się, że dzieci ta książka może zanudzić. A szkoda, bo zapowiadała się nieźle i miała kilka fajnych momentów.

Meyer K., Lodowy ogień, Nasza Księgarnia 2009.